Komunikacja internetowa – od rewolucji przemysłowej do rewolucji internetowej

Dlaczego mając na myśli Internet możemy mówić o rewolucji w komunikacji? Porównując tą rewolucję do rewolucji przemysłowej pod względem znaczenia dla ludzkości i cywilizacji, należy przyjąć pewne kryteria. Pierwsza rewolucja przemysłowa, która miała miejsce w XVIII wieku wiązała się z erą węgla i stali. Z pewnością była wydarzeniem historycznym i utworzyła podwaliny pod dzisiejsze społeczeństwo informacyjne. Wszelkie powstałe wówczas wynalazki, wykorzystujące nowe źródła energii, wpływały bezpośrednio na rozwój wszelkich dziedzin ludzkiej działalności.

Obecną rolę technologii informacyjnych można porównać do katalizatora, który wpływa na rozwój społeczeństwa sieciowego i jego wiedzy w zakresie generowania nowych zastosowań technologicznych do użycia w nauce, gospodarce, biznesie i życiu codziennym. Ten katalizator ma tak olbrzymią siłę sprawczą, że od lat 70., kiedy zaczął się kształtować, oplótł siecią niemalże całą kulę ziemską, uzależniając od siebie światowe gospodarki, elity rządzące i grupy społeczne. Te kraje – społeczeństwa, które znalazły się poza jego wpływami, skazane są na izolację i opóźnienie w rozwoju cywilizacyjnym.

Technologie informacyjne w sposób skuteczny gromadzą, uogólniają wszelkie informacje związane z prowadzeniem firmy, wspomagają podejmowanie trafnych decyzji – konsekwentnie, efektywnie eliminując pracę ludzką. Rosnąca rzesza osób, których praca była związana z dysponowaniem i umiejętnością przetwarzania określonych informacji staje się zbyteczna – ich funkcje zastępują maszyny.[1]

(…) Sieć gwarantuje wyrównanie statusu jej użytkowników nie tylko w ramach firm, lecz także w skali globalnej. Liczą się coraz wyraźniej kompetencje – „ekspertyzm”, jak to nazywa P. Wallace – bez względu na lokalizację geograficzną pracownika, jego kolor skóry czy wiek.[2]

Społeczeństwo sieciowe już dziś, będąc świadome szans i zagrożeń, płynących z nowych technologii, musi położyć nacisk na swój rozwój w takim kierunku, aby dopasować się jak najlepiej do przewidywanych zmian. Jako że zmiany te zachodzą w tempie prawdziwie błyskawicznym, dlatego tak ważna staje się troska o jak najlepsze wykształcenie i przygotowanie nowych pokoleń do pełnienia ról w społeczeństwie informacyjnym.

Aby lepiej zrozumieć pojęcie technologii informacyjnej, warto przytoczyć jej paradygmat stworzony przez M. Castellsa:

„Pierwszą cechą nowego paradygmatu jest to, że informacja stanowi jego surowiec: są to technologie działające na informację, a nie informacja służąca do działania na technologie, jak było to w przypadku poprzedniej rewolucji technicznej.

Drugą cechą jest wszechobecność wpływu nowych technologii. Ponieważ informacja jest integralną częścią wszelkiej ludzkiej działalności, wszystkie procesy naszej indywidualnej i zbiorowej egzystencji są bezpośrednio formowane (choć z pewnością nie zdeterminowane) przez nowe technologiczne medium.

Trzecia cecha odnosi się do sieciowej logiki każdego systemu czy zbioru stosunków, w których operuje się tymi nowymi technologiami informacyjnymi. Morfologia sieci wydaje się dobrze dostosowana do wzrastającej złożoności interakcji i nieprzewidywalnych kierunków rozwoju, wyrastających z twórczego potencjału tych interakcji.(…) Ponadto, gdy sieci się rozprzestrzeniają, ich rozwój staje się wykładniczy, ponieważ dzięki większej liczbie połączeń, korzyści z obecności w sieci rosną wykładniczo, podczas gdy koszty rosną liniowo. Poza tym, wraz z rozwojem sieci rośnie koszt pozostawania poza nią, gdyż maleją możliwości, z których można skorzystać poza siecią.(…)

Po czwarte, paradygmat technologii informacyjnej charakteryzuje się elastycznością, co jest jego swoistą cechą, choć związaną z funkcjonowaniem sieci. Procesy nie tylko są odwracalne, ale organizacje i instytucje mogą być też modyfikowane, a nawet zasadniczo zmieniane przez rekonfigurację ich elementów. Charakterystyczna dla porządku w nowym technologicznym paradygmacie jest właśnie jego zdolność do rekonfiguracji, kluczowa właściwość w społeczeństwie, dla którego typowe są ciągłe zmiany i płynność organizacyjna.(…)

Wreszcie piątą cechą tej rewolucji technicznej jest postępujące łączenie się poszczególnych technologii w wysoce zintegrowany system, w ramach którego stare, oddzielne technologiczne procedury stają się dosłownie nieodróżnialne. Zatem mikroelektronika, telekomunikacja, optoelektronika i komputery, wszystkie one są obecnie włączone w systemy informacyjne.”[3]

Trzecia cecha technologii informacyjnych, określona przez Castellsa jako sieciowa logika stosunków i zależności zachodzących przy ich udziale, może zostać rozwinięta w aspekcie ekonomicznym. Wówczas zyskuje miano „sieciowej ekonomii”.

Jednym z podstawowych pryncypiów „sieciowej ekonomii” jest zasada nieustającego zwiększania wpływów. Wartość Sieci rośnie wraz z jej rozprzestrzenianiem się – Sieć dla dziecięciu osób stanowi większą wartość od Sieci dla dwóch osób. Gdy liczba osób w Sieci rośnie arytmetycznie, wartość owej Sieci wzrasta w tym czasie geometrycznie. Pęcznieniu Sieci nie towarzyszy konstruowanie stosownych regulacji, choćby za przyczyną ponadnarodowego charakteru Internetu. W efekcie dominacja silniejszych w Sieci jest coraz bardziej widoczna i można oczekiwać, iż nieuregulowany elektroniczny rynek doprowadzi do monopolizacji.[4] Egzemplifikacją tego stanu jest rynek informacyjnego potencjału Sieci, w tym sygnalizowany wcześniej rynek mediów online, a w nim niespotykane w historii świata koncentracje w świecie biznesu medialnego.[5]

Pojęcie „sieciowej ekonomii” w odniesieniu do Internetu można rozpatrywać jako zjawisko istniejące na rynku mediów. Rynek mediów ma swoją strukturę rynkową, która opisuje jego charakter, zależności między jego składowymi, a także podmioty zewnętrzne, występujące w roli nabywców i dostawców określonych towarów bądź usług. Analizę określenia miejsca Internetu, jako jednego z medium, w strukturze rynkowej mediów można przeprowadzić w dwojaki sposób. Po pierwsze ze względu na wartość użytkową, jaką oferują swoim odbiorcom – w tym przypadku internautom, a po drugie ze względu na wartość reklamową, jaka się z tym wiąże.

Będąc dobrem lub usługą, medium przyjmuje pewną konwencjonalną – właściwą dla niego – postać egzemplarza dziennika, magazynu, audycji radiowej lub programu telewizyjnego, filmu, kasety wideo, płyty CD-ROM (Compact Disc – Read Only Memory) lub np. strony WWW (World Wide Web) w Internecie. W tej skończonej, gotowej postaci jest oferowane swoim odbiorcom, czytelnikom, widzom, słuchaczom lub użytkownikom komputerów. Dla rynku mediów podstawowe znaczenie ma wartość użytkowa owej postaci medium, a więc jego zdolność do zaspokajania informacyjnych i rozrywkowych potrzeb różnych kategorii odbiorców. Wartość użytkowa jest, w podstawowym stopniu, określana przez zawartość medium. Owa zawartość powstaje jako efekt zazwyczaj zbiorowej pracy wielu osób reprezentujących bardzo różne specjalności, m.in. dziennikarzy, edytorów, wydawców, drukarzy, kolporterów, reporterów, techników emisji, reżyserów, scenarzystów, scenografów, operatorów kamer, programistów i wielu innych. Podstawowym stosunkiem wymiany, jaki dokonuje się między mediami a ich odbiorcami, jest relacja zawartość-czas (także zainteresowanie, poświęcenie uwagi). Wymiana nie musi wiązać się z bezpośrednią zapłatą, w przypadku niektórych mediów jedyną realną walutą jest właśnie czas. Pieniądz nie jest, w wielu przypadkach, warunkiem koniecznym zaistnienia owej relacji wymiennej. Tradycyjnie nieodpłatnie oferowane są programy telewizji komercyjnych oraz komercyjne radio. Także dostęp i komunikowanie za pośrednictwem Internetu często są wolne od opłat (jeśli pominąć, niemające jednak związku bezpośredniego z medium, opłaty telekomunikacyjne).[6]

Drugi rynek, na którym media są obecne, to rynek reklamy, mający zresztą dla większości mediów coraz większe znaczenie. Na rynku tym media oferują reklamodawcom swoją usługę polegającą na pośrednictwie w nawiązaniu kontaktu między nimi a odbiorcami mediów. Znaczenie tego pośrednictwa jest dla reklamy duże, media bowiem mają zdolność przyciągania uwagi odbiorców, którzy poświęcają im swój rzadki zasób, jakim jest czas.[7]

Reklama stara się tę zdolność w sobie właściwy sposób wykorzystać, oferując czytelnikom, widzom i słuchaczom komunikaty perswazyjne, których podstawowym celem jest przekształcenie odbiorców w konsumentów.[8]

Przypomnienie tych dość oczywistych prawd niezbędne jest jednak dla określenia istoty stosunku wymiennego, jaki zachodzi między mediami a reklamą. Na pozór mogłoby się bowiem wydawać, że media drukowane oferują reklamie swoją powierzchnię, zaś media elektroniczne czas antenowy lub powierzchnię (reklama jest częstym elementem stron WWW), tymczasem, tak naprawdę, media oferują dostęp do swoich odbiorców, potencjalnych klientów.[9]

Dobitnie ten istotny sens określił R.G. Picard: „[…] media sprzedają reklamodawcom dostęp do publiczności […]”. Tym samym, istotnym elementem stosunku wymiennego, jaki zachodzi między mediami a reklamą, jest handel odbiorcami mediów.[10]

Rynek reklamy i rynek wartości użytkowej to miejsca, gdzie Internet, jako medium nie tylko wchodzi w zależności z innymi rodzajami mediów, ale też musi z nimi konkurować. Na konkurencję taką można spojrzeć w dwojaki sposób. Internet, jako sieć nie musi konkurować z inną siecią o zbliżonych właściwościach, oferującą podobne usługi. Dopiero w jego obrębie zachodzi konkurencja między poszczególnymi serwisami, oferującymi prawie jednakowe zawartości – np. portal Onet.pl i Wirtualna Polska. Ponadto istnieje rywalizacja między dostawcami usługi przesyłu danych. Jeszcze jedna zależność to konkurowanie Internetu na rynku reklamy z innymi rodzajami mediów, gdzie poprzez konwergencję i wchłanianie mediów tradycyjnych, coraz silniej oddziałuje on na przepływy wydatków w kampaniach reklamowych.

Konkurencja, z którą stykają się jednostki medialne, ma bowiem zarówno wymiar intramedialny (konkurencja między mediami tego samego typu), jak też intermedialny (rywalizacja różnych typów mediów).[11]

Można zatem przyjąć, że organizacje medialne i ich produkty lub usługi działają w warunkach konkurencji. Podlegają zatem złożonym procesom interakcji z otoczeniem rynkowym, w wyniku których przejawiają mniej lub bardziej świadomą tendencję do możliwie efektywnego działania, oferowania użytecznych dla odbiorców (czytelników, słuchaczy, widzów, internautów) produktów i usług dobrej jakości. Elementami wspierającymi relacje konkurencji są w przypadku mediów potrzeby klientów (w tym nisze rynkowe), innowacje technologiczne oraz istnienie rynkowej renty strukturalnej.[12]

Rywalizacja między dostawcami łącz internetowych przyjmuje w Polsce postać oligopolu. W zasadzie do niedawna można było jeszcze mówić o monopolu Telekomunikacji Polskiej. Zmiany w prawodawstwie sprawiły, że nadal jest ona na silnej i dominującej pozycji, ale musi się dzielić wpływami z innymi operatorami telekomunikacyjnymi lub dostawcami telewizji kablowych. Oprócz nich oczywiście istnieje rynek operatorów sieci komórkowych, które także oferują dostęp do Internetu.

Oligopol – struktura, w której występuje zaledwie kilku (jeśli dwóch, to jest to duopol) wielkich dostawców produktów lub usług. Rynki oligopolowe charakteryzują się znaczną różnorodnością produktów i ich intensywnym marketingiem (reklamą), przy znacznej stabilności cen w dłuższych okresach oraz umiarkowaną konkurencją cenową.[13]

Mimo postępującej konwergencji usług na rynku telekomunikacyjnym, nadal podstawowymi usługami w ofertach głównych graczy na tym rynku są odpowiednio usługi telefonii stacjonarnej i telewizji kablowej.

Dopuszczenie do rynku innych dostawców oferujących stały dostęp do Internetu korzystnie wpłynęło na dynamikę jego rozwoju i pozwoliło wielu abonentom na skorzystanie z dodatkowej usługi, jaką jest podłączenie do sieci.

Wzrost dostępności Internetu w gospodarstwach domowych wiąże się również z gwałtownym upowszechnieniem obecności stałych łącz internetowych. Rośnie również liczba gospodarstw, które do łączenia się z Internetem wykorzystują telefonię komórkową.

Wzrost liczby osób mających dostęp do Internetu, zwiększa efekt „sieciowej ekonomii”, a co za tym idzie generuje zyski w dziedzinie gospodarki. Trzeba bowiem pamiętać, że na każde łącze internetowe w danym gospodarstwie domowym, przypada więcej niż jedna osoba – potencjalny konsument dóbr lub usług oferowanych w sieci.

Bibliografia:

[1] Włodzimierz Gogołek Technologie informacyjne mediów, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR 2006, s. 238

[2] Ibidem, s. 239

[3] Manuel Castells Społeczeństwo sieci, PWN 2007, s. 79

[4] Włodzimierz Gogołek Technologie informacyjne mediów, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR 2006, s. 240 cyt. za Edwin Benedyk Antymatrix.Człowiek w labiryncie, WAB 2004, s. 277

[5] Ibidem, s. 240

[6] Tadeusz Kowalski, Bohdan Jung Media na rynku, Wyd. Akademickie i Profesjonalne 2006, s. 29

[7] Ibidem, s. 29

[8] Ibidem, s. 29

[9] Ibidem, s. 29

[10] Tadeusz Kowalski, Bohdan Jung Media na rynku, Wyd. Akademickie i Profesjonalne 2006, s. 29

[11] Ibidem, s. 38

[12] Ibidem, s. 38

[13] Tadeusz Kowalski, Bohdan Jung Media na rynku, Wyd. Akademickie i Profesjonalne 2006, s. 26


Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /wp-includes/class-wp-comment-query.php on line 399

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.